Ks. Józef Maciąg: Jak się zabrać za spowiedź?

19.12.2015

Artykuł pochodzi ze strony internetowej: lublin.gosc.pl/doc/2397283.Jak-sie-zabrac-za-spowiedz/2
Dziękujemy Redakcji „Gościa Lubelskiego” za zgodę na przedruk.

 

Aby dobrze i owocnie przeżyć spotkanie z Jezusem Miłosiernym w sakramencie pokuty, nie zaczynaj od nerwowego szperania w pamięci i układania w głowie, co by tu powiedzieć. Pozwól sobie na chwilę spokojnej modlitwy.

Chodzi o to, by znaleźć się w spojrzeniu Tego, z którym się spotkasz niebawem przy konfesjonale. O tym, jak ważne jest to spojrzenie, potwierdzają Ewangelie. Wystarczy przypomnieć sobie Zacheusza, Piotra czy grzeszną kobietę, która zakradła się do domu faryzeusza. To konieczne, byś mógł sobie uświadomić, że twoje nawrócenie to nie tylko sprawa twojego wysiłku, ale także i przede wszystkim dzieło Ducha Świętego w tobie. Pozwól, by On sam cię „przekonał o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie” to znaczy:

1. Byś mógł na nowo uznać, że grzech to nie tylko złamanie jakiegoś przepisu, ale to zerwanie delikatnej więzi łączącej cię z Bogiem i z ludźmi, że to moralna i duchowa katastrofa, coś co niszczy ciebie i to, co kochasz.

2. Byś uwierzył, że Bóg pragnie cię uratować z sytuacji grzechu, jak lekarz, który ratuje chorego ze śmiertelnej, gwałtownie postępującej choroby.

3. Byś z oczu Jezusa ukrzyżowanego mógł wyczytać to proste słowo: „Ja cię nie potępiam, Ja cię usprawiedliwiam, to znaczy: uniewinniam. Potrzebuję tylko, byś mi zaufał i oddał mi swój grzech”.

Bez uświadomienia sobie prawdy o tym, czym jest grzech, i jaka jest odpowiedź Boga na mój grzech, sama spowiedź może łatwo stać się jałowym, formalnym rytuałem. Co prawda, odpuszczenie grzechów dokona się w sposób obiektywny, mocą sakramentu, ale jeżeli my pozostaniemy wewnętrznie zamknięci, to nie przyjmiemy głębokiego uwolnienia i pokoju, jaki Jezus pragnie nam dać.

Spojrzenie Jezusa Miłosiernego uwalnia nas od strachu przed osądzeniem i potępieniem, a także od naturalnego lęku przed tym, „co sobie pomyśli” człowiek w konfesjonale – grzesznik jak i my – który jest jedynie szafarzem Bożego miłosierdzia. Choć nie jest to rzecz najistotniejsza, mogę cię zapewnić, że ktoś, kto pokornie i szczerze wyznaje swoje grzechy ‑ nawet bardzo poważne ‑ zyskuje w oczach spowiednika jedynie szacunek i sympatię.

Stając przed Jezusem poproś Go, by pomógł ci się otworzyć na Jego miłosierdzie i byś umiał, w świetle Jego obecności zobaczyć i nazwać po imieniu swój grzech w stosunku do Boga, do innych ludzi poczynając od najbliższych, siebie samego, własnych obowiązków, otaczającego świata – nie pomijając żadnego z X przykazań (rachunek sumienia). Po drugie byś mógł  uznać, że grzech jest rzeczywiście złem, które niszczy ciebie i twoje relacje z Bogiem, z ludźmi i otaczającym światem. Żal za grzechy – wbrew przyjętej nazwie chodzi w nim nie tyle o jakieś emocjonalne przeżycie swojej winy, co raczej o „skruchę serca”. W dalszej kolejności należy podjąć konkretną decyzję zerwania z grzechem – czyli tzw. postanowienie poprawy. Wreszcie należy szczerze wyznać grzech i naprawić, o ile to możliwe, popełnione zło. To jest zadośćuczynienie.

Warunki sakramentu pokuty, inaczej pięć kroków, stanowią podstawę do tego, by spowiedź była ważna i owocna. Jeśli je pominiemy i pójdziemy na skróty, kwitując spowiedź kilkoma banalnymi ogólnikami, to może być tak, że uzyskamy lub nawet wyłudzimy rozgrzeszenie, ale rozminiemy się z uzdrawiającym Bożym miłosierdziem.

Oto kilka wskazówek praktycznych na temat samej spowiedzi:

1. Na początku spowiedzi, po znaku krzyża, powiedz krótko, kim jesteś (wiek, stan, zajęcie) i jak dawno spowiadałeś się po raz ostatni. To ułatwi spowiednikowi rozmowę z tobą.

2. Wyznawaj grzechy prosto i konkretnie, bez niedomówień. Unikaj języka „dyplomatycznego” – (żeby ładnie brzmiało, ale żeby nie było wiadomo, o co chodzi). W przypadku grzechu śmiertelnego należy zaznaczyć, jak była jego miara (liczba grzechów, istotne okoliczności).

3. Unikaj ogólników, np. „nie chodziłem do kościoła…”. Jeżeli opuszczenie niedzielnej Mszy św. spowodowane było chorobą, nie ma mowy o grzechu, ale jeśli przyczyną było lenistwo czy lekceważenie poważnego obowiązku, będzie to grzech poważny.

4. Mów o grzechach jako o faktach, a nie tylko jako problemach (zamiast „mam problem z modlitwą” lepiej powiedzieć konkretnie: „zaniedbałem modlitwę”, określając zakres tego zaniedbania). Można zarysować problem jako pewne tło grzechu, byle nie zapomnieć wyznać sam grzech.

5. Spowiadaj się z czynów raczej niż z uczuć (zamiast „złościłem się na żonę” lepiej powiedzieć: „obraziłem ją przez …” czy np.: „od dłuższego czasu nie odzywam się do niej”).

6. Spowiadaj się z grzechów swoich a nie cudzych (np.: „zgrzeszyłam, bo mój mąż zrobił to czy tamto”). Chodzi o to, by nie usprawiedliwiać swoich grzechów cudzym kosztem, bo w ten sposób odpychamy od siebie przebaczenie, które Bóg chce nam dać gratis, bez żadnych wątpliwych usprawiedliwień.

7. Unikaj eufemizmów czyli „określeń zastępczych” takich jak: „pokłóciłem się…”. Kłótnia niekoniecznie musi być grzechem, czasem jest to potrzebna konfrontacja sprzecznych przekonań na jakiś temat. Jeśli natomiast słowo „kłótnia” zastąpimy słowem „krzywda” lub „przykrość”, wówczas sumienie podpowie nam, jak nazwać nasz grzech.

8. Nie spowiadaj się nigdy z grzechów nie popełnionych (słynne „nie ukradłem, nie zabiłem, więcej nie pamiętam”). Taka „spowiedź” jest stratą czasu i służy jedynie ucieczce od nazwania prawdziwych grzechów, które nie chcą nam przejść przez gardło.

9. Nie spowiadaj się w trybie przypuszczającym („mogłem kogoś obmówić, może zrobiłem komuś przykrość itd.”). Rachunek sumienia ma służyć temu, by od przypuszczenia przejść do pewności.

10. Unikaj ogólnikowych określeń. Dobrze jest przywołać w rachunku sumienia twarze konkretnych osób, którym wyrządziliśmy zło, i w spowiedzi jakoś je nazwać, nie wdając się rzecz jasna w niepotrzebne szczegóły.

11. Nie mów nigdy: „musiałem zgrzeszyć”, ani też: „zgrzeszyłem, ale nieświadomie”, bo wtedy stawiasz siebie w roli osoby niepoczytalnej, tzn. kogoś, kto nie odpowiada za to, co zrobił. Weź przed Bogiem odpowiedzialność za swoje czyny.

12. Unikaj też deklaracji typu: „staram się nie grzeszyć”, bo to prowadzić może łatwo do fałszywego wniosku: „Staram się, więc chyba nie mam grzechów”. Tymczasem mimo naszych starań popełniamy wiele grzechów.

13. Nie mów nigdy „nie mam grzechów”, ponieważ słowo Boże mówi jasno: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. (…) Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Boga kłamcą i nie ma w nas Jego nauki” (1J 1, 8-10).

14. Zazwyczaj najwięcej grzechów mamy wobec naszych najbliższych – oni przede wszystkim odczuwają to, że jestem grzesznikiem. Zapominanie w spowiedzi o domownikach może świadczyć o tym, że nie zrobiliśmy porządnego rachunku sumienia.

15. Nie pomijaj spraw trudnych i wstydliwych, a jeśli masz wątpliwość – poproś spowiednika o pomoc w ocenie moralnej takiego czy innego faktu. Przemilczanie pewnych grzechów grozi świętokradztwem i poważnymi konsekwencjami („spowiedź nie ku lepszemu, ale ku gorszemu”). Można to porównać do sytuacji pacjenta, który żeby lepiej się poczuć ‑ zataja przed lekarzem pewne bardzo niepokojące objawy. Wyłudzone w ten sposób zaświadczenie o dobrym stanie zdrowia, nie na wiele się przyda.

Warto zadać sobie pytanie czy rzeczywiście dowierzam boskiemu Lekarzowi, który mnie wzywa do radykalnej amputacji grzechu, by ratować życie. Czy w związku ze spowiedzią decyduję się zerwać z upodobaniami prowadzącymi do grzechu. Nade wszystko ufaj Jezusowi, który pochyla się nad tobą jako boski Lekarz, aby uzdrowić twoje wnętrze i przywrócić ci wolność od zła. Nie broń się przed Jego miłosierdziem.

Po zakończonej spowiedzi nie zapomnij o modlitwie dziękczynienia. Dziękujcie Panu, bo jest dobry, bo na wieki miłosierdzie Jego (Ps. 118, 1). Przyjmij radość, która jest właściwym stanem człowieka pojednanego z Bogiem, ludźmi i sobą samym. Jeśli znowu upadniesz, pamiętaj, że Bogu nigdy nie znudzi się przebaczanie. Oby nam nie znudziło się ciągłe powracanie do Boga, Ojca miłosierdzia.